Jednym z celów psychoterapii jest umożliwienie pacjentowi zdrowego kontaktu z rzeczywistością wewnętrzną (własnymi uczuciami i pragnieniami) i zewnętrzną. Nasz kontakt ze światem jest subiektywny, co jest naturalne i normalne, ale, co ważne w kontekście zdrowia psychicznego, często podlega zniekształceniom. Zniekształcenia, choć wynikają z doświadczeń i potrzeby chronienia siebie przed bólem emocjonalnym, często utrudniają lub uniemożliwiają prowadzenie satysfakcjonującego życia.
Zniekształcenia, które mają ułatwić życie
Przykładowym zniekształceniem może być na przykład oszukiwanie samego siebie, że nic się nie dzieje, kiedy boli ząb i odwlekanie wizyty u lekarza aż rzeczywistość pod postacią zapalenia miazgi, nas do tego zmusi. Zniekształceniem będzie też normalizowanie przemocy, objawiające się na przykład w przekonaniu, że bicie dzieci jest sensowną metodą wychowawczą, bo bijący też był bity „i wyszedł na ludzi”. Racjonalnym wnioskiem byłoby uznanie, że dziecko, którym byłem, było krzywdzone i samo stało się sprawcą przemocy w dorosłości, krzywdząc kolejne dzieci. Jednak lęk przed uznaniem rzeczywistości: „zostałem skrzywdzony przez tych, którzy mieli mnie chronić, a teraz krzywdzę tych, których kocham”, oraz związanymi z tym uczuciami: złości, rozczarowania oraz adekwatnego poczucia winy i potrzeby pomocy, zastępuje zniekształcone postrzeganie, objawiające się wspomnianym przekonaniem: „mi bicie nie zaszkodziło”. Taka postawa uniemożliwia zmianę: zaprzestanie przemocy, rozeznanie jaki naprawdę miała wpływ i naprawianie relacji z dzieckiem i rodzicami, czy, w bardziej prozaicznym przykładzie, wykrycie choroby na etapie mniejszych szkód: plomba w żywym zębie, a martwy ząb.
Czym jest ego?
W terapii dążymy do tego żeby człowiek miał możliwość skonfrontować się z tym, jak wygląda i funkcjonuje jego świat wewnętrzny (własne uczucia, myśli, zachowania, pragnienia) oraz zewnętrzny (relacje z ludźmi, rodzina, praca, świat), oraz żeby miał gotowość i zasoby wyciągać z tego nowego rozeznania wnioski i wprowadzać zmiany na lepsze. Żeby mógł być w kontakcie z rzeczywistością taką, jaka jest, bez potrzeby „mydlenia sobie oczu”, „zakładania różowych okularów” czy „widzenia wszystkiego w czarnych barwach”. W tym artykule chcemy pomówić o tym, jak na te możliwości bycia w kontakcie z rzeczywistością i umiejętność myślenia i przeżywania, wpływa nasze ego.
Pojęcie „ego” pochodzi od Zygmunta Freuda, twórcy psychoanalizy, „odkrywcy” nieświadomości, który psychologicznie i kulturowo „zalegalizował” ludzką seksualność. Freud stworzył model, opisujący ludzką psychikę jako składającą się z trzech struktur: id, ego i superego (jest to tylko jeden z podziałów psychiki autorstwa Freuda i choć psychologia i psychoanaliza operuje też innymi modelami, w tym artykule skorzystamy z tego klasycznego, który nadal jest szeroko stosowany i użyteczny).
Id to ta część, która reprezentuje pragnienia i popędy. Można powiedzieć, że jest u steru kiedy czegoś chcemy, pragniemy natychmiast, tu i teraz, nie znosząc sprzeciwu, nie zważając na przeszkody i potrzeby innych. Jest roszczeniowa i egocentryczna. Jest silnie połączona z biologią naszego organizmu – potrzebą snu, pożywienia, bliskości, seksualności, bezpieczeństwa i wygody. Niektórzy porównują ją do małego dziecka – jeszcze nieokiełznane, niewychowane (potrzebujące kontroli ego), za to swobodne, spontaniczne i skupione na sobie.
Superego to wewnętrzny sędzia, reprezentant norm, zasad i ideałów, wie, jacy chcielibyśmy być i jak chcielibyśmy być widziani przez innych. Dzięki wymaganiom i zasadom, a także wprowadzaniu kar pod postacią na przykład poczucia winy lub wstydu, pomaga realizować cele i powstrzymywać impulsy z id. Ten wewnętrzny sędzia bywa nadmiernie karzący, wymagający i surowy, mówimy wtedy o morderczym superego, które zmusza do walki o sukces i władzę, prowadzi do nadmiernego perfekcjonizmu i przerostu ambicji, wielkościowych wyobrażeń o sobie i pogardy wobec słabości własnych oraz innych ludzi. Łagodzenie okrutnego superego, żeby nie wymagało od nas tego, co niemożliwie: radzenia sobie zawsze i ze wszystkim i bycia najlepszym, jest jednym z celów psychoterapii. Dążymy do tego, aby superego było w lepszym kontakcie z ograniczeniami, a dyktowane przez nie poczucie winy prowadziło do naprawy, zamiast psychicznego znęcania się nad sobą i innymi.
Pomiędzy dziecięcym id a moralnym superego, w niewygodnej pozycji godzenia pragnień i oczekiwań z możliwościami, jest ego. Zdrowe, silne ego pozwala nam widzieć, jak działamy my sami oraz jak działa świat, jakie są nasze możliwości i ograniczenia oraz jakie możliwości i ograniczenia mamy w kontekście kulturowym, w którym żyjemy. Choć w języku potocznym ego ma złą sławę, bo utożsamia się je z egoizmem i egocentryzmem (tzw. „wybujałe ego” wydaje się mieć więcej wspólnego z morderczym superego niż zdrowym ego), to właśnie ono ma za zadanie zgrać wszystko w dobrze funkcjonującą całość. Godzić wymagania rzeczywistości wewnętrznej (w tym konflikty między id a superego) oraz zewnętrznej, dzięki stosowaniu adekwatnych mechanizmów obronnych i umożliwianiu racjonalnego myślenia i przeżywania tego, co przyjemne oraz co trudne i bolesne.
Silne i słabe ego
Wspomnieliśmy wyżej o zdrowym i silnym superego, czyli takim, które może podołać tym zadaniom. Nie zawsze jednak ego takie jest, może być słabe i niedojrzałe, dziecięce, mimo dorosłego wieku. Ze względu na sytuację, na przykład w momencie silnego stresu czy zagrożenia, bywa, że ego słabnie i nie spełnia swoich funkcji.
W toku osobniczego rozwoju osobowości nie zawsze dochodzi do zdrowego rozwoju naszego wewnętrznego zarządcy (ego). Niekiedy przewagę zyskuje (utrzymuje) id, innym razem dominującą pozycję osiąga superego, a słabe ego nadmiernie ulega tym naciskom. W efekcie spotykamy skrajne nastawienie do życia począwszy od „niczego nie muszę, a wszystko mi się należy” (wykrzykiwane przez rozkapryszone id) po „wszystko muszę”, „wszystko mogę jeśli tylko wystarczająco się postaram”, „wszystko trzeba”, „wszystko to moja wina” (zaordynowane przez okrutne superego). Pozostanie w takich skrajnościach nie sprzyja satysfakcjonującemu życiu. Słabe ego stosuje rozmaite zabiegi ochronne, w celu uniknięcia bolesnego kontaktu z rzeczywistością, i nie powie nam: „jestem niedojrzały i zachowuję się jak małe dziecko” (kiedy zarządza id), lub „tak naprawdę nie da się być najlepszym i wszystkiego skontrolować i naprawić, dlatego nie jestem wszystkiemu winien” gdy prymat wiedzie nadmiernie surowe superego.
Niedojrzałe, inaczej prymitywne, sposoby ochrony przed bólem psychicznym, prowadzą do wspomnianych na początku zniekształceń w kontakcie z rzeczywistością. Celem terapii jest takie wzmocnienie funkcji ego, abyśmy byli w stanie racjonalnie myśleć i decydować o sobie, nie będąc zdanymi na chaotyczne rządy nieskontrolowanych popędów lub autorytarne rządy okrutnych, niemożliwych do spełnienia wymagań. W toku terapii dojrzewające ego może rezygnować z nieadekwatnych i zaburzających sposobów radzenia sobie z uczuciami i konfliktami, zbliżając nas do dojrzalszego kontaktu w rzeczywistością wewnętrzną i zewnętrzną.
Dlaczego we współczesnych społeczeństwach często dochodzi do polaryzacji i idealizowania skrajnych postaw?
Prócz indywidualnego kontekstu rodzinnego, który kształtuje struktury naszych osobowości, oddziałuje na nas szerszy kontekst kulturowy. Pierwszy przekłada się na drugi, a drugi zwrotnie kształtuje pierwszy, także mamy tu do czynienia z pętlą wzajemnych oddziaływań. Te oddziaływania zaś mają dwa tory: wzmacniający i negujący. Zwykle najpierw jakaś postawa zostaje spopularyzowana, staje się „modna”, powszechna, aż dochodzi do jej nadmiernej intensyfikacji i dominacji, co budzi bunt i pojawiają się głosy o przeciwstawnym brzmieniu. Świeże poglądy, nowe spojrzenia, przynoszą nowe koncepcje.
W obecnych czasach mogliśmy na przykład obserwować, jak następowały po sobie takie podejścia do wychowania jak surowa dyscyplina: przekonanie, że dzieciom trzeba odmawiać, bo inaczej będą roszczeniowe, następnie tzw. bezstresowe wychowanie: pod którym jest przekonanie, że dzieciom odmawiać nie wolno, bo je to krzywdzi. Prawda oczywiście nie jest taka oczywista, dzieci potrzebują i zgody, i zaspokajania potrzeb, i odmowy i nauki radzenia sobie z frustracją, do tego w dobrych proporcjach. To znacznie trudniejsze, zorientować się, co w danej sytuacji będzie dobre i wziąć na siebie ewentualne konsekwencje błędnej oceny, niż kierować się odgórnym nakazem.
W społeczeństwie ścierają się różnorakie skrajne postawy, na przykład: kultura równych praw, a równocześnie kultura perfekcjonizmu i rywalizacji. Tuż obok siebie pojawiają się takie hasła jak: „rób to, co czujesz” i „musisz być efektywny i robić to, co należy”, „podążaj za swoimi pragnieniami” i „bądź najlepszy”, „nikt nie będzie mi mówił, co mam robić” i „nie wiem, czego chcę w życiu”. Jakby id i superego grały ze sobą w tenisa i musiało „wygrać” tylko jedno, a poddające się walkowerem ego, mimo, że wie, że każde z nich ma swoje racje, nie może poradzić sobie z jednoczesnym mieszczeniem w sobie tak sprzecznych postaw.
Silne ego jest nam potrzebne, aby pomiędzy tymi przekazami był zachowany dialog, współpraca i kompromis, abyśmy mogli się zastanawiać i adekwatnie oceniać nasze pragnienia i wymagania. Mówimy wtedy na przykład o umiejętności przeżywania ambiwalencji i wytrzymywania niepewności: kiedy z jednej strony nie chcę żeby ktoś mną rządził, a z drugiej strony sam nie wiem czego chcę to jak to wytrzymać? Jak umożliwić sobie bycie w stanie niepewności, niewiedzy, bez konieczności natychmiastowego rozwiązania dylematu przez opowiedzenie się za jedną ze skrajnych stron?
Skłonność do skrajnych postaw nasila się w okresie dojrzewania i wczesnej dorosłości oraz na starość. W pierwszym z tych okresów sprzyja temu lęk przed przyszłością, w której trzeba będzie radzić sobie w dorosłym świecie, z dorosłymi zadaniami i odpowiedzialnością i pożegnać przywileje dzieciństwa, jest to bardzo trudne zadanie rozwojowe. Z kolei w drugim ze wspomnianych etapów życia, z powodu nasilającego się lęku przed przemijaniem i śmiercią. Przeżywanie starości tak, żeby móc cenić swoje życie, które przemija i nie pałać zawiścią do młodych, wymaga pracy emocjonalnej. W tych trudnych okresach życia szczególnie kuszą łatwe rozwiązania, należy do nich opowiedzenie się za jedną ze stron, podążanie za dogmatycznymi, ortodoksyjnymi przywódcami politycznymi czy ruchami społecznymi, tak żeby móc mieć poczucie, że wiemy jak jest i nie musimy przeżywać niepewności, którą serwuje nam życie. Sytuacja pandemii, zagrożenie bezpieczeństwa państwa, to też są warunki, w których łatwiej mogą nas uwodzić dogmatyczne rozwiązania.
Wzmacnianie ego w psychoterapii
O równowagę i balans w myśleniu i przeżywaniu nie jest łatwo. W pewnym sensie szukanie homeostazy jest skazane na porażkę, bo życie ciągle nas zaskakuje i funduje nam nowe wyzwania. Praca nad możliwościami radzenia sobie, czasem wiąże się z wpadaniem w przeciwległe skrajności. W tym procesie zmian i rozwoju są to wówczas punkty przejściowe. Gdy jednak zatrzymamy się w nich zbyt długo, powinno nas to zaniepokoić. To tak, jakby przez długi czas będąc na jednym krańcu (id lub superego), którego nadmiar powodował wiele trudności, postanowić, aby mu się zbuntować i wahnąć się na przeciwległy biegun (superego lub id). Ta faza jest potrzeba, to naturalne i zrozumiałe, ma swoją psychologiczną zasadność. Rzecz jednak w tym, aby nie pozostać na tym drugim krańcu na stałe. Raczej pobyć przy nim, podoświadczać, oswoić się z odmiennością i nowością, a następnie przejść do kolejnego etapu – integracji w ego, czyli możliwości myślenia i przeżywania sprzecznych stanów emocjonalnych, uznawania sprzecznych postaw, bez konieczności pozbywania się jednej z nich – brzmi karkołomnie.
Nie jest niczym dziwnym, że osoba, która przez całe życie wszystko „musiała”, wszystko „powinna była”, w procesie zmiany przełamuje te przymusy i kieruje się w stronę „niczego nie muszę”, „ja o wszystkim decyduję”, „robię tylko to, co chcę”. I odwrotnie, gdy ktoś „nigdy niczego nie musiał”, „robił tylko to, na co miał ochotę”, skonfrontowany ze zgubnymi skutkami takiego podejścia i zmotywowany do zmiany, czasem wpada w urok łatwych rozwiązań i konkretnych wytycznych. W optymalnych warunkach, podwaliny integracji budują się w nas już w dzieciństwie, w kontakcie z dorosłymi, którzy sami mogą cieszyć się dojrzałością emocjonalną. W nastoletniości zachłystujemy się młodzieńczą wszechmocą, potem ulegamy czarowi zasad i norm, aż w końcu wszystko podważamy, by zbudować się po swojemu, w oparciu o znane nam doświadczenia i wzorce, ale w poczuciu autonomii i wielu możliwości. Ważne aby działo się to w kontakcie z realnością. Wielkie kwantyfikatory (zawsze, wszyscy, wszystko, każdy…) łagodnieją wtedy w atmosferze refleksyjnego „to zależy”. Często jednak proces ten zachodzi dopiero w psychoterapii, a czasem nigdy nie osiągamy dojrzałości emocjonalnej.
Co w takim razie świadczy o psychicznym zdrowiu i dobrze rozwiniętym ego?
W wielkim skrócie, bo można by napisać tutaj bardzo wiele: tolerowanie niepewności i niewiedzy, rozpoznawanie swoich potrzeb i pragnień i realizowanie ich w miarę możliwości. Godzenie się na to, że pewne rzeczy „muszę” i „powinienem”, ale innych wcale „nie muszę” albo „nie powinienem”, a jeszcze inne „mogę”, „chcę”, „potrzebuję”, ale może „nie potrafię?” Liczenie się ze swoimi potrzebami, ale też potrzebami innych, rozpoznawanie swoich możliwości i ograniczeń. Wyznaczanie i szanowanie własnych i cudzych granic. Umiejętność bycia w bliskich związkach, przyjmowania i dawania troski i miłości, brania na siebie odpowiedzialności, podejmowania pracy dla osiągnięcia celu, podejmowania ryzyka, oraz umiejętność rezygnacji…
Rozwijanie swojego ego może być działaniem świadomym, celowo podjętym. Mamy możliwość szukania swojej autonomii w świecie wewnętrznym, gdzie często przez wiele lat rządzą przekonania i wzorce skopiowane od rodziców lub innych autorytetów, oraz zewnętrznym, pod presją napierających na nas kulturowych wzorców. W psychoterapii jednak nie mówimy, że dziś będziemy wzmacniać ego. Te funkcje, konieczne do bycia w dobrym kontakcie z rzeczywistością, bez nadmiernych, utrudniających życie zniekształceń, rozwijamy nieustannie w całym procesie psychoterapii, niejako „przy okazji”, omawiając przeróżne trudności i sytuacje życiowe.
Jak wzmacniać swoje ego?
Na początek można zacząć od zadania sobie pytania: co ja o tym myślę? I włożyć wysiłek mentalny w zastanowienie się, szczególnie nad tym, nad czym wolimy się nie zastanawiać…





